25.10.2001 Hala Wisły, Kraków, Polska - Anoraknophobia Tour

25 października był dość ponurym i zimnym dniem, jednak, kiedy szczególnie wsiadałem do pociągu na Warszawie Centralnej niezmiernie cieszyłem się z tego, że zobaczę po raz pierwszy występ tego niezwykłego i ważnego dla mnie zespołu. 
 
Marillion ostatnim razem był u nas sześć lat temu w ramach trasy promującej wyjątkowy album Afraid Of Sunlight na koncertach w Poznaniu, Warszawie i Krakowie. Zresztą w ogóle Marillion odwiedzał nasz kraj jeszcze tylko na trasach Clutching At Straws w czerwcu 87 roku, gdzie zagrali po dwa koncerty w Gdańsku, Zabrzu i Poznaniu i były uznane za jedne z najlepszych na całej trasie. Pojawili się również dwu krotnie na festiwalu w Sopocie w ’91 i ’92 ale trudno to nazwać koncertem. Najpierw grali z playbacku a rok później z pół playbacku. Było to raczej spotkanie z polskimi fanami, którzy mogli na żywo poznać i  porozmawiać z Steve’m Hogarth’em. Natomiast pierwsze w pełni wymiarowe występy Marillion z H miały miejsce na trasie Brave, gdzie zagrali w Poznaniu i Warszawie (w Sali Kongresowej PKiN!).
 
Tym razem Marillion przyjechał promować album Anoraknophobia, który znów obudził nadzieje fanów na powrót lepszych czasów dla zespołu. Gdy stanąłem przed Hala Wisły w Krakowie ujrzałem jedynie dwa skromne plakaciki informujące, że tego dnia wystąpi w tym miejscu Marillion w ramach Anoraknophobia Tour 2001. Wszedłem więc do środka ok. godziny 15:30 i usłyszałem muzykę i śpiew, a raczej dziwne odgłosy, jakie wydobywał z siebie Steve Hogarth podczas próby. Ludzie, którzy tam pracowali i przychodzili na różne zajęcia nie zwracali większej uwagi na to, co działo się w głównej hali. Jedynym wyjątkiem był rzucający się w oczy widok małych dziewczynek, które piszczały na widok Hogarth’a zupełnie tak jak bywało to w latach ‘60 na widok Beatlesów. Kiedy usiadłem w miejscowej restauracji, która mieściła się w tym samym budynku w pewnym momencie ku mojemu zaskoczeniu nagle pojawili się kilka stolików dalej perkusista Ian Mosley, klawiszowiec Mark Kelly, basista Pete Trewavas oraz gitarzysta Steve Rothery z kilkoma towarzyszącymi im osobami. Nie mogąc dłużej czekać postanowiłem skorzystać z okazji i podejść do ich stolika, aby otrzymać autograf, Ian Mosley na mój widok już zakładał okulary jednak nagle wkroczyła jego „osobista ochrona” i stało się to niemożliwe... na razie. Gdy przeszedłem z restauracji do głównego budynku ujrzałem skromny tłum ludzi ustawionych w kolejkę przed wejściem. Gdy wszedłem na sale wyglądało to jeszcze gorzej... Ostatecznie przyszło około półtora tysiąca osób, a wiec nie za dużo, jak na takie wydarzenie. 
Rozpoczynało młode trio White Buffalo, w którym w ostatnim utworze wspomagał sam Steve Rothery. Wokalista i klawiszowiec zarazem, swym pięknym głosem wypełniał każdy zakamarek Hali Wisły a zespól ogólnie pozostawił po sobie dobre wrażenie. Po krótkiej przerwie na scenie pojawił się wreszcie Marillion zaczynając od blisko piętnasto minutowej suity This Strange Engine pochodzącej z płyty o tym samym tytule. Poczym zespól zaprezentował sporą dawkę niezwykle żywiołowej muzyki z ostatniego albumu w postaci Quartz i When I Meen God, a następnie rozpoczął suitę kończącą album Holidays In Eden, która jest wręcz stworzona do grania na koncertach i robiła niepowtarzalne wrażenie. Nagle zespól zabrał nas na wycieczkę po swych podajże najpiękniejszych albumach Brave oraz Afraid Of Sunlight, które wspaniale przeszły w chyba najlepszą kompozycje z ostatniej płyty This Is The 21st Century (w tym czasie naszą ulubioną). Na koniec Marillion zaprezentował szaleńczą pogoń budując wręcz ścianę dźwięku w utworze King, który znakomicie zakończył właściwą cześć koncertu. Zespól wrócił jeszcze dwa razy, najpierw prezentując niezwykły finał Brave w postaci The Great Escape, oraz aby zagrać utwór Easter, który spotkał się z największym entuzjazmem publiczności a także Between You And Me, który pięknie zakończył występ. Po koncercie, gdy większość ludzi udała się do domu a w hali zostali tylko nieliczni fani, po kolei pojawiali się wszyscy muzycy, którzy zaczęli rozdawać autografy i pozować do zdjęć. Po tym wszystkim jeszcze dwie godziny czekania na zimnym krakowskim dworcu i około sześć godzin pociągiem do Warszawy...
 
 
This Strange Engine
Quartz
When I Meen God
This Town
The Racket Progress
100 Night
Map Of The World
Out Of This World
Goodby To All That
Afraid Of Sunlight
This Is The 21st Century
King
 
The Great Escape
Easter
 
Between You And Me
 
 
Następnego dnia Zespól pojawił się w Bydgoszczy a na scenie zamiast mikrofonów zastali banany. Jest to już tradycyjny kawał, jaki robią technicy zespołowi na ostatnim koncercie trasy Marillion. Podczas tego koncertu fani oprócz wszystkich utworów, jakie zespól zagrał poprzedniej nocy w Krakowie dostali także utwór Sugar Mice pamiętający jeszcze czasy Fish’a.